Porady

Łukasz Panfil

sportowywojownik.pl

Niewidzialne dzieci

Co mnie zainspirowało do napisania tego tekstu? Niezmiennie powód jest jeden – zdecydowanie zbyt dużo dzieci odchodzi od sportu (50-70%!) i robią to w coraz młodszym wieku (nawet 9 lat!). Musimy coś z tym zrobić! Zwłaszcza, że wina leży w nas – dorosłych.
 
Taką bezpośrednią inspiracją była natomiast moja rozmowa na zajęciach z jednym ze studentów, który przyjechał na zjazd z Anglii, nt. NIEWIDZIALNOŚCI dzieci.
 

Kim są NIEWIDZIALNE DZIECI?

Wydawałoby się, że określenie to dotyczy tylko wąskiej grupy i odnosi się do jakiejś wyjątkowo patologicznej sytuacji. Niestety – w sporcie dzieci niewidzialność jest bardzo powszechna.

 

Kiedy dziecko staje się NIEWIDZIALNE?

Zawsze wtedy gdy nie traktuje się go indywidualnie jako odrębną i wyjątkową osobę. I gdy w jakikolwiek sposób daje mu się do zrozumienia, że się do czegoś nie nadaje. Na razie ogólnie, zaraz będzie konkret. 

 

Główna przyczyna NIEWIDZIALNOŚCI – SELEKCJA

Jakiś czas temu usłyszałem o trenerze, który rozpoczyna swoje treningi słowami ‚no dobra chłopaki, dzielimy się tak jak zwykle: lepsi na lewo, słabsi na prawo’. Nieźle, co?! Oczywiście większość z nas uzna to za oburzające – a przynajmniej powinniśmy tak uznać. Pytanie jednak… czy aby na pewno nie zdarza nam się działać podobnie lub wręcz dokładnie tak samo?! Czy to właśnie nie jest jedna z chorób trapiących sport dzieci, którą powodujemy my dorośli?! Nawet jeśli nie w takiej dosadnej formule jak wspomniany trener, to efekt jest dokładnie taki sam.

 

Sport dzieci jest wręcz przesiąknięty selekcją, i to bardzo często źle rozumianą lub wręcz nieuświadomioną. Ale zanim przejdę do różnych przejawów selekcji, powiedzmy sobie o tym najpopularniejszym.

 

Najczęściej z selekcją mamy do czynienia przy podziale na „na grupy zaawansowania”. I to jest pierwszy ważny punkt, nad którym chciałbym się zatrzymać, bo wymaga doprecyzowania. Chodzi bowiem o to, że to właśnie NIE POWINNO MIEĆ ZNAMION SELEKCJI! Już wyjaśniam.  

 

Samo organizowanie dzieciaków w różne grupy (w ramach tej samej kategorii), celem dążenia do wyrównania poziomu sprawności (aktualnego, wynikającego bardzo często ze zróżnicowania tempa rozwoju, a nie tego czy ktoś ma potencjał czy nie!) w grupach z myślą o optymalnym rozwoju dzieciaków – jest samo w sobie neutralne, a nawet uzasadnione. Zanim jednak w 100% przyznamy słuszność takiemu podejściu, musimy pamiętać o jednej kluczowej kwestii. Jeśli robimy taki podział przez wzgląd na dobro WSZYSTKICH dzieci i żeby WSZYSTKIM zapewnić jak największą radość i rozwój, wtedy jest to uzasadnione. Nie jest to jednak żadna selekcja, bo nikogo nie faworyzuje ani nikogo nie przekreśla!!! Jeśli jednak za takim podziałem idzie nierówne traktowanie albo, co chyba najgorsze, przekreślanie szans tych o „niższym poziomie” i traktowanie ich jako ‚zło konieczne’ – wtedy jest to działanie karygodne.

 

Skupmy się jednak na innych przejawach selekcji, często nieuświadomionej, a dającej dużo gorsze efekty:

  • gdy ustalamy skład na mecz i cały czas stawiamy na tych samych, ‚najlepszych w grupie’, dzieciaków,
  • gdy jednym dzieciakom pozwalamy grać dłużej niż innym albo przypisujemy im atrakcyjniejsze zadania na boisku,
  • gdy przypisujemy dziecko do jakiejś określonej pozycji na boisku i chcemy by grał tylko na niej,
  • gdy tak układamy treningi, że pewne ćwiczenia są dla niektórych zbyt trudne,
  • gdy faworyzujemy wybranych podopiecznych – przez wzgląd na ich umiejętności, poziom sprawności lub chociażby fakt, że bardziej pasują nam charakterologicznie.

 

Pamiętajmy, że dokonując selekcji, dzielimy dzieci na ‚lepsze i słabsze’, nawet jeśli nie nazywamy tego po imieniu.

A skupiając się, i to w jakikolwiek sposób, tylko na wybranej grupie albo pojedynczych jednostkach, siłą rzeczy sprawiamy, że wszyscy pozostali stają się…NIEWIDZIALNI.

 

Jeśli chodzi o rodziców selekcja występuje najsilniej, kiedy wywierają oni zbyt silną presję na dziecku związaną ze sportem oraz idące za nią wygórowane oczekiwania (jeśli sprosta – jest dobre, jeśli nie sprosta – jest za słabe) albo, jako druga strona medalu, zupełnie nie interesują się sportem dziecka i nie wspierają jego sportowej pasji.

 

To bardzo duży błąd, w którym dodatkowo mocno się nakręciliśmy. Doprowadziliśmy do sytuacji, gdzie selekcyjne podejście stało się domeną całego otoczenia, przez co nawet gdy ktoś nie chce takiego stosować (a przecież wiele jest takich osób) to czynniki zewnętrzne i tak wymuszają je na nas.

 

No bo jak na przykład nie grać na wyniki, skoro Związek tworzy rozgrywki, w których ważny jest wynik, finansowanie szkółki/akademii/klubu uzależnione jest od wyników, prezesi oczekują wyników, inni trenerzy mają parcie na wyniki, dzieci uwielbiają wygrywać, rodzice chcą mieć w domu mistrzów sportu?! 

 

Czyż właśnie tak to nie wygląda?! No właśnie, że nie. Takie argumenty i wytłumaczenia padają bardzo często, ale to jest bardzo złudne i zgubne myślenie, ponieważ to my kreujemy rzeczywistość,  a nie rzeczywistość nas – mamy więc ogromny wpływ na otoczenie, w jakim rozwijają się dzieciaki. Nawet jeśli się z czymś nie zgadzamy, ale poddajemy się temu, bo ‚inni tak robią’, dajemy temu nasze przyzwolenie i spirala się pogłębia. A my musimy ją przerwać!

 

A co z tymi wszystkimi czynnikami zewnętrznymi, które przecież sam przed chwilą podałem?! To tylko nasze usprawiedliwianie, bo żaden z nich jest wcale taki oczywisty.

 

Związek organizuje rozgrywki, ale to my określamy nasze podejście do wyników w tych rozgrywkach i to, czemu mają one służyć.

 

Na finansowanie samorządowe faktycznie zbyt duży wpływ mają wyniki, ale przecież nie jest albo raczej nie powinno to być jedyne źródło finansowania szkółki/akademii/klubu.

 

Interesuje się tym tematem już ponad 10 lat i nie spotkałem się choćby z jedną sytuacją, żeby jakiś trener dzieciaków został zwolniony przez prezesa z powodu braku wyników.

Inni trenerzy też patrzą na…innych trenerów.

 

Dzieciaki cieszą się z wygranych, a smucą porażkami, bo to normalne, ale przede wszystkim pragną się dobrze bawić i rozwijać sportowo – wygrywanie i przegrywanie jest naturalną częścią tego procesu.

Rodzice przede wszystkim pragną dobra, szczęścia i zdrowia swoich dzieci – a te nie są uzależnione od wyników.

 

Napisałem ostatnio i powtórzę to jeszcze raz: nie można nadawać się lub nie nadawać do sportu! Każde dziecko powinno podążać swoją własną indywidualną sportową ścieżką – a rolą trenerów, nauczycieli i rodziców jest pomóc odnaleźć tę ścieżkę i poprowadzić nią.

 

10 wskazówek ‚Co zrobić, żeby dzieci nie czuły się NIEWIDZIALNE?’:

  1. Zawsze pamiętaj i stosuj zasadę, że w sporcie dzieci, najważniejsze są dzieci.
  2. Obserwuj swoich podopiecznych, monitoruj ich rozwój, ale nie dokonuj selekcji.
  3. Konstruuj zajęcia tak, żeby wszystkim podopiecznym zapewnić optymalny poziom wyzwania:
    • jeśli zadanie jest za trudne – ułatw je,
    • jeśli zadanie jest za łatwe – utrudnij je,
    • jeśli część podopiecznych lepiej sobie z nim radzi niż pozostali, wprowadź im dodatkowe utrudnienia.
  4. Staraj się zapewniać wszystkim równy czas gry.
  5. Pozwól każdemu dziecku gry na wszystkich pozycjach i by mogło wypełniać różne zadania w grze.
  6. Staraj się poznać wszystkich swoich podopiecznych – obserwuj ich zachowanie, reakcje, postawy, a także rozmawiaj z nimi i ich rodzicami.
  7. Niech zadowolenie i zaangażowanie podopiecznych będą kluczowymi kryteriami Twojej samooceny.
  8. Sam zawsze bądź zaangażowany – fizycznie, intelektualnie i emocjonalnie – dzieci na to zasługują.
  9. Znajduj czas na rozmowę z każdym dzieckiem, które zgłosi Ci jakiś problem – nawet bardzo krótką! Dzieci najbardziej dotyka ignorowanie ich problemów.
  10. Rozwijaj w nich samodzielność – niech się uczą, bawią i cieszą, ale też niech popełniają błędy i rozwiązują problemy..tak jak kiedyś my na podwórkach. Poradzą sobie na pewno – oto możemy być spokojni!

 

Rodzice, do Was również odrębna prośba, bo od Was w tym wszystkim szalenie dużo zależy – nie wywierajcie presji, nie stawiajcie oczekiwań, cieszcie się sportem dzieciaków i wspierajcie ich w tej pasji cały czas pamiętając, że nie można się nadawać do sportu lub nie. Wasze dziecko nie musi być mistrzem sportu (bo to jest zupełnie inna ścieżka), ale po pierwsze na pewno nie można odbierać mu marzeń, a po drugie – niech cieszy się sportem przez całe życie – jako sportowiec amator, zdrowy i sprawny człowiek czy po prostu świadomy kibic.

I pamiętajmy o jednym. Rodzice i trener powinni stanowić jeden zespół – nie pozwólmy by brak komunikacji albo ego zaburzyło to, co można wspólnie osiągnąć. A można bardzo wiele – ku dobru dziecka!!!

 

Autorem wpisu jest Łukasz Panfil, doktor Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego praca doktorska dotyczyła wspierania rozwoju młodych zawodników przez najbliższe otoczenie (m.in. rodzice, trenerzy, nauczyciele). Od 12 lat, zawodowo i hobbystycznie zajmuje się edukacją dla sportu. Jako syn „profesora od sportu”, od najmłodszych lat przesiąkał wiedzą o sporcie i rozumieniem jego istoty. Przepracował ponad 3000 godzin z dziećmi i młodzieżą na obozach sportowych – jako opiekun, instruktor, pełniąc funkcje kierownicze.